Historia driftu

Drifting – jak to się zaczęło

Drift to jazda bokiem. Polega na pokonaniu zakrętu lub ich sekwencji w kontrolowanym poślizgu. Jest najmłodszym (choć jego korzenie sięgają lat 60. XX wieku), najbardziej widowiskowym, najdynamiczniej rozwijającym się i najmodniejszym sportem motorowym na świecie. Kolebką „jazdy poślizgowej” jest Japonia, ale fala jej popularności zalała cały glob, ze szczególnym uwzględnieniem USA, Australii i Europy. Nie ominęła również Polski i choć pierwsze zawody odbyły się dopiero w 2004 roku, obecnie ze względu na ogromną popularność musiał zostać podzielony na dwie ligi – Drift Series i Super Drift Series.
 
Zacznijmy jednak od początku. Trudno określić dokładną datę narodzin driftu. Wiadomo, że były to lata 70. XX wieku, a areną zdarzeń były górskie drogi w okolicach japońskiego Nagano, łączące miasta Rokkosan, Hakone i Irohazaka. Uprawiany na drogach publicznych był nielegalny i co równie ważne – bardzo niebezpieczny. Początkowo celem kierowców było jak najszybsze pokonanie zadanej trasy, wiodącej górskimi serpentynami. Zwany był wtedy „jazdą na krawędzi” (touge), gdyż pędzące auta często zbliżały się do krawędzi urwiska. Uprawiany był przez kierowców zafascynowanych nie tylko prędkością, ale pragnących również poczuć adrenalinę. Szybko wyścigi na górskich drogach owiała mroczna legenda (auta rozbijały się o złowrogie skały czy nawet spadały w przepaść), co przyciągnęło kolejnych śmiałków, w dużej mierze byli to młodzi ludzie, których nie stać było na spełnienie wymogów, stawianych przed kierowcami wyścigowymi czy rajdowymi. Sama technika pokonywania zakrętów bokiem, zwana „zoku”, została zaczerpnięta z wyścigów (za jej prekursora uważany jest Kunimitsu Takahashi), gdzie służyła do szybszego, bo nie wymagającego długiego hamowania, pokonywania zakrętów. Przy okazji była bardzo widowiskowa. W drifcie proporcje zostały odwrócone – to widowiskowość stała się najważniejsza. Nic więc dziwnego, że sport szybko zdobył kibiców. Niestety górskie drogi, szczególnie nocą, nie są najlepszym miejscem do oglądania zmagań kierowców, a drifterom zależało na zdobyciu popularności. Tym sposobem drift przeniósł się do miast, gdzie czas przejazdu przestał odgrywać decydującą rolę, bardziej liczyła się reakcja publiczności, która zwracała uwagę nie tyle na prędkość czy kąt wychylenia aut względem osi, co na szeroko pojętą widowiskowość przejazdu. Drifterzy, którzy najlepiej opanowali trudną sztukę jazdy bokiem, stawali się bohaterami, a ich samochody – obiektami pożądania. Co ciekawe, nie były to samochody stricte sportowe. Przede wszystkim ze względu na cenę, ale także dlatego, że na górskich drogach lepiej sprawdzały się samochody mniejsze i lżejsze. O ile na górskich drogach liczyła się głównie moc silnika i rozkład mas, tak w momencie, gdy kierowcy zaczęli rywalizować nie tylko ze sobą, ale i o względy publiczności, samochody zaczęły pięknieć. Pojawiły się pierwsze body-kity, atrakcyjne malowania czy wreszcie gadżety, po których można było odróżnić kierowców. Tak zrodził się specyficzny styl, który obowiązuje do dzisiaj. Problemem kierowców nie były zdarzające się nader często awarie wysilonego sprzętu, stłuczki czy nawet wypadki, a służby mundurowe, które próbowały zapobiec ryzykanctwu i nielegalnej rywalizacji. Surowe kary nie zniechęciły zawodników, sankcje sprawiły jedynie, że kierowcy przenieśli się na prywatne drogi i place. Nowym sportem zainteresował się twórca największego japońskiego pisma tuningowego - „Option Magazine” i pomysłodawca Tokio Motor Show, Daijiro Inada. Wraz z kierowcą wyścigowym i guru driftu - Kiichim Tsuchaiya, w marcu 1988 roku powołał do życia firmę Sunpro, która zajęła się wydawaniem miesięcznika „Option Video”. Jest to audiowizualne wydawnictwo, pokazujące nie tylko sam drift, ale też wszystko, co z nim związane (od testów aut po prezentacje kierowców). Organizacja pokazów, podczas których kręcono materiały, zaowocowała utworzeniem zawodów, nazwanych Ikaten. Pod tą nazwą funkcjonowały do roku 2000, kiedy to zmieniły nazwę na D1 Grand Prix. Składały się z 16 eliminacji, rozgrywanych w różnych japońskich miastach. Oprócz kręcenia filmów miały za cel szukanie utalentowanych kierowców, którzy stworzyli profesjonalną ligę driftu, która powstała w listopadzie 2000 roku pod nazwą All Japan Professional Drift Championship i składała się z pięciu rund (pierwsze zawody odbyły się na torze Bisu, wzięło w nich udział 40 kierowców, których zmagania śledziło przeszło 3000 osób). Sędziami byli Keiichi Tsuchiya i Manabu Orido, a w rolę komentatora wcielił się Manabu Suzuki. W roku 2001 powrócono do tradycji touge i rozpoczęto rywalizację w parach, zmieniając jednocześnie nazwę serialu na D1 Grand Prix. W roku 2005 dołączyła kolejna liga – D1 Street Legal, w której wymagania, które musiały spełniać auta, były mniej restrykcyjne.
 

Video z wyczynami japońskich kierowców dotarły do Australii i USA, gdzie zdobyły tak dużą popularność, że Keiichi Tsuchiya zdecydował się zorganizować najpierw pokazy, a w 1996 roku także zawody driftowe. Willow Springs International Raceway (Kalifornia) był areną pierwszych amerykańskich zawodów, które wygrał kierowca… Hondy Civic! Kolejne zawody odbyły się dopiero siedem lat później (był to pojedynek Japonia vs. USA) i były podwaliną do utworzenia amerykańskiej serii D1 GP, która zaczęła funkcjonować w 2005 roku.


Drift podbił nie tylko Japonię i USA, furorę zrobił także w Australii i Nowej Zelandii, a także Malezji czy Chinach. Do Europy trafił w pierwszej połowie lat 90. XX wieku przez Wielką Brytanię, choć pierwsze zawody zorganizowano w 1999 na niemieckim torze Hockenheim pod nazwą Drift Challenge. Dopiero w 2005 roku, dzięki firmie Autoglym, zorganizowano rundę pokazową D1 w Zjednoczonym Królestwie, dzięki której w sezonie 2006 rozegrano serię D1 GP. Powszechna opinia głosi, że drifting do Europy dotarł bezpośrednio z Japonii, a pierwszym krajem Starego Kontynentu, ogarniętym jego manią była Wielka Brytania. Z jednej strony to prawda, jako, że do Zjednoczonego Królestwa szerokim strumieniem napływały profesjonalnie przygotowane do jazdy bokiem samochody z Kraju Kwitnącej Wiśni, które były wykorzystywane podczas brytyjskich zlotów tuningowych do szeroko pojętego „upalania”, z drugiej – pierwsze profesjonalne zawody w Europie odbyły się daleko od Londynu.


21 maja 1999 roku dziennikarze niemieckiego magazynu „Sport Auto” odnieśli niebywały sukces. Po niemal dwóch latach przekonywania konserwatywnych działaczy, że ślizganie się po torze wyścigowym to nie „jakieś tam wygłupy”, a coraz popularniejszy sport motorowy, robiący furorę nie tylko w Japonii, ale także w USA czy na Antypodach, udało im się zorganizować pierwsze niemieckie i przy okazji europejskie zawody driftingowe. O tym, że Niemcy poważnie podeszli do ich organizacji niech świadczy fakt, że na miejsce zmagań wybrano tor F1, Hockenheim. O ile pierwszą edycję Drift Challenge świat motosportów przyjął z pewną dozą nieśmiałości i odczuwalną rezerwą, o tyle kolejne edycje imprezy były coraz liczniejsze, tak pod względem ilości startujących, jak i publiczności. Warto zauważyć, że już w 2000 roku na drugą edycję Drift Challenge przybyło przeszło 10 000 osób! Dlaczego w niemieckich zawodach startowała cała elita sportów motorowych tego kraju z takimi nazwiskami, jak choćby Armin Schwarz? Niemiecki sport samochodowy jest bardzo restrykcyjny, obwarowany wieloma przepisami i ograniczeniami. Drifting był inny, zamiast chłodnej atmosfery, ciągłej gonitwy za śrubowaniem wyników i kalkulacji co zrobić, by urwać jeszcze kilka ułamków sekund, był niczym nieposkromioną radością z jazdy. Pierwsze imprezy Drift Challenge dopuszczały wszystkie auta, niezależnie od rodzaju napędu. Można było wystartować zarówno starym Oplem, najnowszym seryjnym modelem Porsche czy nawet autem klasy WRC. Zawody oceniane niczym jazda figurowa na lodzie (czterech sędziów, głosujących na dwie ręce, w każdej ze skalą od 0 do 9) nie miały bardzo ściśle określonych zasad, panował luz, niektórzy kierowcy pozwalali sobie na wygłupy, oryginalne stroje, a nawet takie ekstrawagancje, jak wystrzeliwanie fajerwerków podczas przejazdów. Drift Challenge rozwijało się z roku na rok, od 2003 roku pod tą nazwą funkcjonowała seria imprez na różnych torach, ale na dobrą sprawę tylko impreza na Hockenheim odnosiła sukces. W roku 2004 w Drift Challenge wystartował Maciej Polody, pokonując rywali „Dziadem”, czyli 220 konnym Fordem Escortem II generacji i stając się sensacją imprezy. Sukces Maćka, którego przez awarię auta nie powtórzył w roku 2005 - zbiegł się ze zmniejszeniem rangi, a jednocześnie popularności niemieckiej imprezy. Formuła niemal cyrkowego show powoli się wypalała, a brak odpowiednich regulacji nie pozwalał na stworzenie profesjonalnej ligi driftu. W roku 2007 Sport Auto-Yokohama Drift Challenge oficjalnie zmieniła się w IDC (International Drift Challenge). Wprowadzono podział na klasę PRO i amatorską, bardzo skomplikowano przepisy, przez co seria IDC jest coraz mniej popularna wśród niemieckich kierowców. Na szczęście jest to impreza ponadnarodowa (zawody odbywają się na różnych europejskich torach), a miejsce Niemców zajmują zawodnicy z Węgier, Czech i Polski.

 
Drugą pod względem chronologicznym europejską serią driftingową jest irlandzki ProDrift. Zawody pod tym logo odbywają się od 2004 roku. Mało, że mają rangę krajowego championatu - to jeszcze dzięki zasobnemu sponsorowi i kontaktom z amerykańską serią Formula D, promują się nie tylko w innych krajach Europy (wspomnę tylko rundę pokazową podczas Paris Tuning Show 2006), ale i w bardziej egzotycznych zakątkach globu. Pod logo ProDrift wydano także film, promujący tą dyscyplinę, o tytule „What is drifting?”. Pod względem prężności finansowej seria ProDrift należy nie tylko do europejskiej, ale i światowej ekstraklasy. Poziom zawodów jest wysoki, bliżej mu jednak do USA niż Japonii czy D1 GB/EDC.

 
Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że pierwsze zawody driftingowe w Polsce miały miejsce zaraz po utworzeniu serii ProDrift, dzięki czemu historia polskiego driftingu jest trzecią najdłuższą w Europie i sięga roku 2004. Po sukcesie Macieja Polody na torze Hockenheim, redakcja magazynu „GT”, która notabene odkryła talent Maćka Polody do jazdy poślizgowej, zorganizowała pierwsze zawody na Torze Poznań. 3 października dziewiętnastu zawodników przybyło na tor, aby pokonać długi łuk toru kartingowego, zwany „patelnią”. W jury, obok Maćka Polody, zasiadł redaktor naczelny miesięcznika „GT”- Andrzej Witkowski i kierowca rajdowy - Tomasz Kuchar. Regulamin nie był restrykcyjny, do zawodów dopuszczono wszystkie samochody niezależnie od rodzaju napędu. Nie wymagano też szczególnych zabezpieczeń (oczywiście poza kaskiem) ani licencji dla zawodników. Mimo kilku przygód, w tym dachowania, wszystko odbyło się sprawnie i bezpiecznie. Pierwsze zawody GT Toyo Drifting wygrał Przemysław Jańczak w BMW E30. Przemek powtórzył ten sukces także rok później. Regulamin pozostał właściwie bez zmian, nadal można było startować autem z dowolnym napędem, a system oceny przypominał ten znany z łyżwiarstwa figurowego. 26 października 2005 roku powstała Polska Federacja Driftingu (PFD), której prezesem został Maciej Polody. Federację powołano dla promocji nowej dyscypliny sportu - driftingu oraz organizacji zawodów, przeprowadzanych w oparciu o przygotowany przez PFD regulamin. Pierwsze regulacje dla zawodów Toyo Drifting Cup 2006 oparto na wzorcach japońskich i brytyjskich, jednak w miarę upływu czasu wprowadzano zmiany, dostosowujące regulamin tak do polskich warunków, jak i umiejętności rodzimych drifterów. Najważniejszą zmianą było dopuszczenie do zmagań tylko aut z napędem tylnej osi. Zawody podzielono na dwie części : eliminacje do „top16” rozgrywane pojedynczo, w których zdobyć można 100 punktów (30 za dynamikę przejazdu, 30 za kąt wychylenia, 30 za linię przejazdu i 10 za ogólne wrażenia, czyli show) i finały, w których zawodnicy startują w parach (system K.O, 10 punktów do podziału na parę).

 I runda TDC ’06 odbyła się na lotnisku w podpoznańskich Bednarach i była jednocześnie rundą otwierającą King od Europe Drift Edition. Nieoczekiwanym zwycięzcą został Rafał Lech. W klasyfikacji generalnej sezonu 2006 pierwsze miejsce zajął Przemysław Jańczak przed Łukaszem Borowiakiem. Sezon 2007 stał pod znakiem rewelacyjnych debiutów i ogromnego postępu, jakiego dokonali polscy kierowcy. Po pięciu rundach, rozlokowanych na obiektach w całym kraju - sezon rzutem na taśmę wygrał Bartek „Brt” Stolarski, wyprzedzając jednym punktem Łukasza „Zwierzaka” Wojtczaka. Rok 2008 to zmiana nazwy imprezy na Toyo Drift Cup by PFD i decyzja o przeprowadzaniu zawodów wyłącznie na torach i… na ulicy (IV runda uliczna w Łodzi) oraz wprowadzenie wymogu posiadania wydawanej przez PFD licencji. Zawodnicy nie tylko jeszcze wyśrubowali poziom, ale także zainwestowali w prawdziwie profesjonalny sprzęt. V runda Toyo Drift Cup 2008 była jednocześnie finałem EDC, oprócz tego na Torze „Poznań” rozegrano pojedynek między zawodnikami PFD i EDC.


Oprócz TDC by PFD, rok 2008 przyniósł nowe imprezy, jak choćby legalne zawody na ulicach Łodzi, organizowane przez Automobilklub Łódzki pod patronatem PFD (podział na klasę PRO dla kierowców z licencją zawodniczą PFD i amator dla pozostałych) czy imprezy markowe (BMW Drift Day, Japan Drift Show), organizowane na torze Wyrazów pod Częstochową.


Rok 2005 przyniósł europejskie wydanie serii D1 – D1 GB. Początkowo w formie rundy pokazowej, a w sezonie 2006 jako pełny sezon, składający się z pięciu rund. Od samego początku startował w niej Maciej Polody. Radził sobie bardzo dobrze, zajmując 7 miejsce w klasyfikacji generalnej sezonu. Niestety kariera D1 w Europie nie trwała długo i zakończyła się skandalem, jako, że organizator obiecał zabrać 5 najlepszych zawodników z roku 2006 do USA na rundę, w której mieli rywalizować z przedstawicielami innych odmian lokalnych D1, niestety nic z tego nie wyszło i D1 Corporation zniknęło z europejskiej drift-sceny. W jej miejsce powstało EDC (European Drift Championship), w której nadal startuje Polody. Na Wyspach rozgrywane są również zawody British Drift Championship (BDC), jako oficjalna konkurencja dla EDC. Oprócz tego odbywają się tam pokazy JDM All-Stars, promujące drifting i kulturę driftingową rodem z Japonii.


Pisząc o europejskim driftingu nie sposób pominąć takich krajów jak Belgia i Holandia, gdzie od 2005 roku funkcjonuje zarówno Belgian Drift Series jak i NL Drift Series. Pierwsze poważne zawody odbyły się na torze WARNETON SPEEDWAY w Belgii. Od tego czasu połączone ligi : belgijska i holenderska są uważane za jedne z najmocniejszych w Europie. Rok 2007 to debiut belgijskiej  Xtreme Drift Series, będącej mutacją irlandzkiego ProDrift. NL Invitational series. To także nowa impreza Holendrów, która odbywa się na tych samych obiektach, co amatorska Kamikaze Cup, ciesząca się złą renomą (poślizgi na mokrych płytach nie mają nic wspólnego z driftingiem).

 
Kolejnym krajem z własną serią driftową są Węgry (Drifter.hu). Nad Balatonem odbywają się też rundy serii King of Europe oraz IDC. Serie narodowe mają także Czesi i Litwini, tam poziom driftu jest jeszcze stosunkowo niski, podobnie jak w Austrii, gdzie imprezy odbywają się na torach ADAC, najczęściej na… płytach poślizgowych. W 2007 roku powstała też liga francuska, która póki co częściej zmienia nazwę niż organizuje zawody z prawdziwego zdarzenia.

 
Celem nowego ciała organizacyjnego, Europejskiej Federacji Driftingu, jest promocja tego sportu w Europie. Dlatego stworzono Drift Promotion, zrzeszające BE Drift Series, Benelux Drift Series (BE & NL razem), Luxembourg Drift Organisation (DRIFT.LU), French Drift Federation (FFD), French Drift Series (FDS), French Drift Community (FDC, SportAuto Yokohama Drift Challenge / IDC, Germany, Drift International (SVA Drift Challenge) UK, DriftRacing (Lydd events) UK, a w najbliższym czasie także Polską Federację Driftingu. Tego typu pomysły sprawiają, że przed europejskim driftingiem jest świetlana przyszłość i choć boom na ten sport zaczął się na Starym Kontynencie nieco później niż w Japonii czy USA - to już wkrótce może się okazać, że to Europa jest najchłonniejszym rynkiem na tego typu zawody.
 

Dziś nikt nie ma wątpliwości, że drifting stał się pełnoprawnym sportem motorowym. Sportem „uśmiechniętych kierowców”, bo poza tym, że jest widowiskowy dla kibiców i wymagający dla kierowców i ich sprzętu , daje to, co najważniejsze – radość z jazdy, dumę z „oszukiwania praw fizyki”, panowania nad potężną maszyną i walki z własnymi słabościami. O ile w Japonii, czy (a może przede wszystkim) w USA, a nawet w Europie sponsorzy dostrzegli tą dyscyplinę, o tyle w Polsce zawodnicy wciąż mają problemy ze znalezieniem sponsora z budżetem, który pozwalałby im na zajęcie się wyłącznie tym sportem. Miejmy nadzieję, że to się wkrótce zmieni, a sam drift będzie postrzegany jako sport samochodowy nie tylko przez media branżowe.
 

Autor: Łukasz Ptaszyński     

 
Banner Banner Banner Banner Banner Banner Banner Banner
 
 
  • Banner
  • Banner
  • Banner
  • Banner
 
 
Banner Banner
 
Polska Federacja Driftingu

Drifting polega na pokonaniu zakrętu lub ich sekwencji w kontrolowanym poślizgu. Obecnie jest najmłodszym, najbardziej widowiskowym, najdynamiczniej rozwijającym się i najmodniejszym sportem motorowym na świecie. Kolebką „jazdy poślizgowej” jest Japonia, ale fala jej popularności zalała cały glob, ze szczególnym uwzględnieniem USA, Australii i Europy. W Polsce pierwsze zawody odbyły się w 2004 roku, a rok później powstała Polska Federacja Driftingu...

Polska Federacja Driftingu

ul. Improwizacji 5
01-992 Warszawa
tel.: +48 22 497 70 50
fax: +48 22 896 10 17
e-mail: info@pfd.org.pl